Afryka? Nie taka dzika!

Afryka? Nie taka dzika!

Czy w Afryce można zrobić biznes? Czy raczej będzie tam tylko piach, dżungla i ogromne pająki? Przed wyjazdem do Sudanu połową zespołu projektowego DahliaMatic targały różne wątpliwości. Na szczęście nie zatrzymały w Polsce tych, którzy do Afryki wybierali się po raz pierwszy.

Czwórka śmiałków w komplecie poleciała do Dżuby. Tam razem z Asseco Data Systems prowadziła wspólny projekt dla największej w kraju firmy z branży naftowej – analizę przedwdrożeniową dla Oracle EBS.

„(…) odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj” to myśl Marka Twaina, którą kierowała się ekipa projektowa DahliaMatic podczas wyprawy na Czarny Ląd. Kasia, Gosia, Tomek i Piotr pod koniec września wylądowali w Dżubie – stolicy Sudanu Południowego i największym mieście w tym kraju, położonym nad Nilem Górskim. Tam rozpoczęła się ich nie tylko biznesowa przygoda.  

Jak to się robi w Sudanie?

Afryka ma swoje mocne strony. Należą do nich z pewnością bogactwo surowców, olbrzymie zasoby kadrowe oraz związany z tym bardzo zachęcający potencjał wzrostu gospodarczego. To kontynent, który staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów oraz mniejszego i większego biznesu; kraje, które chcą się rozwijać, oraz ludzie coraz bardziej otwarci na nowe produkty i usługi, szczególnie w obszarze IT.

Tyle ogólników. Teraz czas na poznanie rejonu, w którym znalazł się team DahliaMatic. Sudan i jego stolica Dżuba są niezwykłe: specyficzne, w dynamicznej odbudowie. Czas płynie w nich zupełnie inaczej. Nade wszystko jednak to miejsca biznesowych szans, o czym członkowie naszej wyprawy mogli się przekonać na własnej skórze podczas wielu spotkań z działającymi tam firmami i instytucjami.

Przedstawiciele DahliaMatic pojechali do Afryki w jednym celu – chcieli zrozumieć, jakiej pomocy potrzebują Sudańczycy, aby usprawnić pracę rozwijającego się dynamicznie w ich kraju sektora paliwowego. W związku z tym, przez prawie tydzień, przeprowadzali analizę przedwdrożeniową nowego systemu dla największej, lokalnej firmy z branży naftowej.

Sudan to państwo, które istnieje tylko siedem lat, a jego stolica jest wielkości mniej więcej naszego Kalisza – mówi Tomasz Dąbrowski, członek zarządu DahliaMatic, lider sudańskiego projektu. – Region ma jednak ogromny potencjał – są tu trzecie co do wielkości złoża ropy naftowej w Afryce, więc jeśli kolejna wojna domowa i korupcja nie pokrzyżują planów, Sudan ma szansę stać się jednym z liderów kontynentu. 

W ostatnich latach do Sudanu wróciło wielu młodych ludzi, którzy kształcili się w Europie i w Ameryce. To właśnie oni chcą odbudować swój kraj. Bez odpowiednich specjalistów, doświadczenia w IT i wysokich standardów pracy – wolnych od korupcji i oszustw – to się nie uda.

Pojechaliśmy rozmawiać z jedną firmą. W Sudanie okazało się, że potrzeb jest znacznie więcej – dodaje Tomasz. – Lokalni właściciele i zarządzający przedsiębiorstwami wiedzą już, że aby faktycznie ruszyć z miejsca i sfinalizować niedokończone od lat inwestycje, potrzebują wsparcia z zagranicy.  

Gigantyczne pająki nad przepaścią

Żeby prowadzić biznes w Afryce, trzeba przede wszystkim przełamać europejskie schematy działania oraz zwalczyć niepotrzebne uprzedzenia. Afryka kojarzy się z biedą, dżunglą, pustynią, dzikością, niebezpieczeństwem, brakiem stabilizacji… I choć trudno nie zgodzić się z wieloma z tych skojarzeń, to jednak diabeł wcale nie jest taki straszny, jak go malują.

Kiedy słyszysz nazwę państwa – Sudan Południowy, po pierwsze zupełnie nie wiesz, gdzie to jest na mapie, po drugie wchodzisz na stronę MSZ i tam czytasz słowa napisane wielkimi literami: NIE JECHAĆ! – mówi Tomasz.

Jednak na „googlowanie” Sudanu i Dżuby niektórzy z ekipy DahliaMatic nie mieli nawet czasu.

– Nie było kiedy się postresować, bo o tym, że jadę, dowiedziałam się tydzień przed wylotem. Nie
panikowałam – wystarczyła myśl: jest tam robota, którą musimy wykonać. Poza tym wiem, że moja
firma nie wysyłałaby mnie w miejsce, w którym mogłoby mi cokolwiek zagrażać
– wspomina Kasia Długosz, w projekcie odpowiedzialna za finanse i HR.

Niezależnie jednak od tego, ile czasu można przeznaczyć na przygotowania, każdy zapewne przed pierwszą tak egzotyczną podróżą ma jakieś – zazwyczaj wybujałe – wyobrażenia, z którymi musi się zmierzyć.

– Dla mnie to była przede wszystkim wielka niewiadoma. Gigantyczne pająki. Tłuste karaluchy. Długa
podróż w nieznane, za którą jest już tylko przepaść i czarna dziura
– opowiada ze śmiechem Kasia. – Co ciekawe, nie widziałam w Afryce nawet pół pająka, a karaluchy, jak wszędzie, zdarzały się, ale były malutkie i zadziwiająco szybkie.

Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem dla zespołu z Polski byli mieszkańcy Sudanu. Wbrew przewidywaniom wcale nie traktowali Europejczyków jak wrogów, nie byli też nieufni, skryci czy zdystansowani.

– Sudańczycy są bardzo mili, oczywiście wtedy, kiedy jedzie się do nich z przyjaznym nastawieniem i – co bardzo ważne – nie daje się odczuć nikomu swojej wyższości. Za taką postawę odwdzięczają się niebywałą życzliwością – dodaje Tomasz Dąbrowski.

Dodatkowo Sudańczycy znają się także na etykiecie biznesowej i budowaniu relacji. Każde spotkanie przeprowadzone zostało na wysokim poziomie, wszyscy dbali o komfort i bezpieczeństwo zaproszonych.

– Czasem miałam wrażenie, że nawet trochę przesadzają – traktowali nas naprawdę jak kogoś wyjątkowego – króla czy królową – śmieje się Gosia Filipiak, uczestniczka afrykańskiej wyprawy. – Mieliśmy swoją prywatną taksówkę i ochroniarzy. Wszystko ze względów bezpieczeństwa.

Afrykańskie slow motion

Do biznesu Sudańczycy wprowadzają także elementy specyficzne dla afrykańskiego stylu życia. Jakże odmienne od tych europejskich! ASAP, deadline – w Afryce nie ma takich słów. Tu czas płynie zupełnie inaczej. Wszystko robi się w-o-l-n-i-e-j. Nikt donikąd się nie spieszy, nie robi niczego z zegarkiem w ręce.

– To jest część tutejszej kultury. Kto nie prowadził wcześniej projektu w Afryce, nie może wiedzieć, że to, co u nas robi się w jeden dzień, tutaj trwa znacznie dłużej. Trzeba to pokornie zaakceptować – mówi Piotr Cierlik, szef pionu biznesowego w DahliaMatic, który był odpowiedzialny również za realizację zlecenia w Addis Ababa, stolicy Etiopii.

Dlatego nie można buntować się, kiedy na długo przed końcem spotkania Sudańczycy muszą opuścić salę warsztatową. Na miejscu jest tylko kilka bankomatów, często brakuje w nich gotówki, dlatego aby nie zostać bez pieniędzy „lokalsi” spieszą się, by stanąć w kolejce do banku i zdążyć przed jego zamknięciem.

– Gdyby wpuścić warszawiaków do Dżuby, zapewne by oszaleli! – śmieje się Gosia. – Tam nawet obsługa w restauracjach czy hotelach stawia kroki dwa razy wolniej niż u nas. Nikomu się nigdzie nie spieszy.

A po pracy…

To specyficzne, afrykańskie slow motion widać także w przyrodzie. Ekipa z DahliaMatic po tygodniu intensywnych rozmów i warsztatów pojechała na safari. W końcu nie samą pracą żyje człowiek, prawda?

Emocje, dzika natura, król zwierząt blisko nas, ociera się o samochód, w którym jesteśmy. Nam włosy stają dęba, a on… nic. Zero reakcji. Ziewa znudzony i udaje się ostentacyjnie w stronę stada spacerujących zebr – żartuje z delikatną ulgą Gosia. – Niemniej możliwość zobaczenia tych zwierząt w ich naturalnym środowisku była dla nas niezapomnianą przygodą, do której będziemy wielokrotnie wracać wspomnieniami. 

Kolejny wyjazd do Afryki już w styczniu! Na tym się jednak na pewno nie skończy, bo podobnych wyzwań
przed DahliaMatic jeszcze wiele. Dołączycie do nas? Zachęcamy i namawiamy. Jak widać, projekty w najodleglejszych zakątkach świata to nie tylko ogrom nowej wiedzy, ale też niezwykła przygoda i wspomnienia, które zostaną z Wami na zawsze.