Głowa do góry, kopyta na ziemię

Głowa do góry, kopyta na ziemię

„Największe szczęście w świecie na końskim leży grzbiecie” – to przysłowie znają wszyscy miłośnicy jeździectwa. Każdy, kto choć raz znalazł się w siodle, wie, że to jedna z najprzyjemniejszych aktywności fizycznych oraz sposób na całkowity kontakt z naturą. W tym sporcie partnerem jest zwierzę, a podstawą więź oparta przede wszystkim na zaufaniu. Poznajcie Piotra Tworka – programistę z pionu Oracle – dla którego jazda konna stała się drogą do samodoskonalenia.

Koń towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat. Stał się obiektem sztuki, rozrywki, narzędziem do walki i pracy. Minione stulecie przyniosło ogromny rozwój maszyn i technologii, jednak jak twierdzi Piotrek, żadna ilość koni mechanicznych pod maską nie zastąpi prawdziwego wierzchowca.

Jeżdżę, więc jestem 

Koń to zwierzę, które się podziwia i przed którym czuje się respekt, a czasem nawet strach. W jeździectwie łatwo się zakochać i można go spróbować tak naprawdę w każdym wieku. Piotrek swoją przygodę z wierzchowcami rozpoczął ponad rok temu. Chciał sprawdzić coś nowego, dlatego zapisał się na jazdę konną na lonży. Szybko się okazało, że sport ten stał się nie tylko ogromną pasją, ale i sensem życia.

– Po pierwszej jeździe w terenie zakochałem się i totalnie straciłem dla koni głowę. Galop po lesie i powrót w zachodzącym słońcu przeważył. Gdybym nie jeździł na koniach, to nie wiem, co bym robił. Nie wyobrażam sobie życia bez tych zwierząt. Często się angażowałem w coś i niestety szybko wypalałem. Możliwe, że w moim przypadku to nie był słomiany zapał, a kwestia odnalezienia czegoś, co mnie zafascynuje bez reszty. Może musiałem spróbować innych rzeczy po drodze, by trafić na to, co mnie nie będzie wypalać, a nakręcać. W pracy i w życiu w końcu to znalazłem – mówi Piotrek.

Jaki jeździec, taki koń

Jazda na wierzchowcu to ogromne przeżycie, które ciężko zastąpić czymkolwiek innym. Między człowiekiem a koniem tworzy się niezwykła więź, która musi być oparta na wzajemnym zaufaniu. Jak je zbudować? Tak jak ludziom zwierzętom należy poświęcać dużo uwagi.

– Sama jazda nie wystarczy, żeby zdobyć zaufanie konia. Zwierzę trzeba rozpieszczać, czyścić czy odwiedzać tylko po to, by dać mu marchewkę. Czasem bywa, że się nie chce, bo dojeżdżam prawie dwie godziny do mojej klaczy i mógłbym inaczej zagospodarować ten czas. Jednak podobnie jak choćby w pracy tak i w tym przypadku, czasem robimy coś przyjemnego, a czasem to, co po prostu trzeba zrobić – tłumaczy nasz rozmówca.

Konie jak ludzie różnią się cechami charakteru. Dlatego żeby stworzyć skuteczny duet, ważne jest odpowiednie dopasowanie wierzchowca.

– Konia poznajemy, kiedy go obserwujemy. Jeśli chcemy stworzyć z nim zgraną parę podczas jazdy, musimy się na nim przejechać. Tak sprawdzimy, czy odpowiada nam jego temperament i sposób, w jaki się porusza. Nie z każdym koniem uda się stworzyć zgodny duet – dodaje Piotrek.

Trenując konia, trenujesz siebie

Jeździectwo to sztuka kontroli własnego ciała i emocji. Dobry jeźdźca charakteryzuje się także tym, że jego chęć samodoskonalenia się nie kończy. Kolejny trening oraz kolejny koń to nowe wyzwania. Jazda konna jest ciężkim i wymagającym sportem, którego – jak tłumaczy Piotrek – trzeba się uczyć całe życie.

– W jeździectwie bardzo łatwo można dojść do momentu, w którym ma się wrażenie, że opanowało się już wszystko. Tak naprawdę etap doskonalenia następuje dopiero później, kiedy pewniej czujemy się w siodle, wtedy zaczyna się praca nad detalami. Trzeba ćwiczyć, by ręka nie była zbyt mocno wysunięta do przodu, łydka nie odstawała z tyłu. To jest mozolna praca, przypominająca programowanie, w którego przypadku też muszę dbać o wszystkie szczególiki i ciągle je udoskonalać – mówi programista.

Wsiadaj po każdym upadku 

Będąc w siodle, trzeba zachować zimny umysł i szybko reagować na niespodziewane sytuacje – mieć oczy dookoła głowy. Nieprzewidziane reakcje konia spowodowane jego lękiem często kończą się upadkiem jeźdźcy. Każdy miłośnik tego sportu choć raz przeżył mrożącą krew w żyłach sytuację. Nie inaczej było w przypadku Piotrka.

– Podczas jazdy kilka razy spadłem z konia. Jednak największym wyzwaniem nie jest to, by nigdy nie spadać, ale by wsiadać po każdym upadku. Dlatego ważne jest, żeby treningu nie zakończyć upadkiem i po takim zdarzeniu znaleźć się od razu w siodle. To tak jak w pracy, jeśli mi coś nie wyszło, nie można się blokować i poddawać – mówi.

Nasz rozmówca również przestrzega, żeby nie zniechęcać się, kiedy powtarzamy kolejny raz jakąś czynność i ta znów nam nie wychodzi.

– Jeśli nie mogę rozwiązać jakiegoś problemu, bo na przykład jestem zmęczony, najlepiej wtedy przełączyć się na inny wątek, a do tego zadania wrócić następnego dnia ze świeżą głową. Jeżeli jakieś ćwiczenie na koniu mi nie wychodzi, to podobnie jak w pracy, mogę do niego wrócić kolejnego dnia, a w danym momencie skupić się na czymś innym – tłumaczy Piotrek.

Koń jaki jest, każdy widzi 

Piotrek do wykonywanych zadań podchodzi bardzo uważnie, czy to programując, czy będąc w siodle. Jak sam przyznaje, początki jego pracy i jazdy konnej nie należały do najłatwiejszych. W DahliaMatic – żeby lepiej zrozumieć i z łatwością rozwiązywać problemy – dużo pracował po godzinach. W jeździectwie po każdym treningu oglądał filmiki instruktażowe, dzięki którym doskonalił swój warsztat.

– Już tak mam, że zanim pójdę z jakimś pytaniem do przełożonego, szukam sam odpowiedzi i sam staram się problem rozwiązać. Na początku w pracy i w jeździe konnej chciałem się bardzo dużo i szybko nauczyć. Dlatego irytowałem się, kiedy mi coś nie wychodziło. Jednak trzeba dojrzeć do tego, że nie wszystko zależy tylko ode mnie, bywa, że koń ma gorszy dzień i nie chce czegoś zrobić. Pasja nauczyła mnie cierpliwości i opanowania, które staram się przekładać na swoje codzienne życie – podkreśla Piotrek.

A jeśli chcesz dołączyć do zespołu ludzi z pasją, którzy pomogą Ci rozwinąć skrzydła i zadbają o Twoją ścieżkę kariery, kliknij link i sprawdź, kogo szukamy! –  http://dahliamatic.pl/kariera/