Powrót do przeszłości – czyli informatyk w średniowieczu

Powrót do przeszłości – czyli informatyk w średniowieczu

Robin Hood był bohaterem średniowiecznej Anglii. Jego znakami rozpoznawczymi były łuk i strzała. Mieszkał w lesie Sherwood i walczył przeciwko rozkazom despotycznego szeryfa z Nottingham. Niestety to tylko legenda – jego istnienie nie zostało nigdy potwierdzone. Za to my mamy wszystkie dowody na istnienie łucznika z DahliaMatic! Poznajcie Marcina Bartczaka, senior developera pionu Microsoft Dynamics, którego wielką pasją jest rekonstruowanie średniowiecznych bitew oraz łucznictwo.

Wyobraźcie sobie, że cofacie się w czasie… i lądujecie w średniowieczu. Wszechobecna technologia znika, a wy możecie polegać tylko na własnej intuicji, zmysłach i sile rąk. Do dyspozycji, podczas poznawania świata macie tylko łuk. Nie jest łatwo, prawda? Dla Marcina takie powroty do przeszłości i rekonstrukcje średniowiecznych wydarzeń to jednak idealny sposób na oderwanie się od introwertycznego świata informatyka. W wolnym czasie strzela więc z łuku i szyje stroje z XIV-XV w. Przeczytajcie, jak na co dzień udaje się mu łączyć te dwie – tak odległe od siebie – epoki.

Pierwszy łuk

Marcin skończył studia informatyczne i od zawsze pracuje w branży IT. Skąd więc u niego tak nieinformatyczne hobby? Wielka pasja związana z łucznictwem i rekonstrukcją wydarzeń historycznych rozpoczęła się całkiem przypadkowo. W 2004 roku, korzystając z zaproszenia wuja, Marcin wraz z tatą i kumplem wyruszyli na turniej rycerski zorganizowany na zamku w Ogrodzieńcu, który znajduje się w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

– Pamiętam do dziś – było to dla mnie naprawdę ogromne przeżycie! Czułem się jak bohater książki fantasy. Dostałem wtedy od wuja też swój pierwszy łuk i kołczan strzał – wspomina Marcin.

Początkowo rekonstrukcje, odtwarzanie wszystkich wydarzeń i przebieranie w stroje z tamtych lat traktował z przymrużeniem oka – jak sam twierdzi bardziej cosplay’owo jednak chęć posiadania własnego miecza i strzelania z łuku tak bardzo nim zawładnęły, że wstąpił do bractwa. Łucznikiem jest już od ponad 14 lat. Działa w Grupie Rekonstrukcji Historycznej Routiers (G.R.H. Routiers).

Przydrożny zbir

Marcin w DahliaMatic pracuje z klientami, dlatego na brak emocji nie może narzekać. Uwielbia wyzwania, a tych bez dwóch zdań dostarcza mu praca w pionie Microsoft Dynamics oraz postać zbira – łobuza, w którą się wciela w wolnym czasie.

–  Łucznicy wywodzą się z gminu, dlatego poza okresem wojen lub między walkami często pałali się przydrożnym łupiestwem, organizując się w bandy. Te bandy zwykle były najmowane do armii, tworząc zabójczo skuteczne odziały znane z historii. Dlaczego wybraliśmy akurat tę warstwę społeczną? Wszyscy chcą zawsze odtwarzać rycerzy, chcą być nadobni, szlachetni – to trochę nudne, my jesteśmy po to, żeby to wykwintne towarzystwo trochę „rozminować” – mówi z uśmiechem Marcin.

Oprócz bitew (m.in. pod Grunwaldem) bractwo odtwarza również sceny obozowania – przecież wspólne życie toczyło się nie tylko na polu walki, ale również w karczmach przy stołach. Marcin przyznaje, że najlepsze są fabularyzowane turnieje odbywające się na zamkach. To spotkania rycerzy, podczas których dochodzi do: walk, intryg politycznych, a także prawdziwych uczt biesiadnych (z pieczonymi kaczkami i dzikami). Można wówczas pośpiewać i potańczyć do muzyki granej na instrumentach z tamtej epoki.

– Najlepsze są jednak imprezy, podczas których nie ma żadnych osób z zewnątrz – mam na myśli turystów, których złośliwie nazywamy gawiedzią. Wtedy zamek staje się naszą twierdzą – śpimy w nim i robimy prawdziwą, stylizowaną na ówczesne czasy ucztę. Wczuwamy się w swoją rolę, zdobywamy przyjaźnie oraz zagłębiamy się w nastroje polityczne. Moim zadaniem, jako członka grupy najemnej, jest wywołać konflikt i sprzedać się jak najdrożej.

Ze świata IT do średniowiecza

Czy umiejętności nabyte rodem z epoki średniowiecza przydają się we współczesnym świecie informatyki? Okazuje się, że tak! Dzięki swojej pasji Marcin jest bardziej kreatywny, z łatwością rozwiązuje problemy oraz łączy fakty, a to bardzo pożądane cechy pracownika DahliaMatic. Z kolei predyspozycje programisty pomagają mu również w rekonstrukcjach – szybko i skutecznie reaguje na kryzysowe sytuacje, np. na polach bitew.

W DahliaMatic, jako starszy programista nabyłem umiejętności przywódcze oraz stałem się bardziej kreatywny. Wcielając się w postać łucznika z łatwością potrafię wymyślać intrygi, scenariusze, a także zachęcać ludzi do regularnych treningów – opowiada Marcin.

Pasja podobnie jak praca programisty jest bardzo wymagająca. Członkowie bractwa w większości samodzielnie szyją ubrania i buty. Marcin sam szlifuje miecze, przygotowuje rękojeść i pochwy.

– Stroje, które nosimy w bractwie są bardzo drogie, a praca nad ich wykonaniem żmudna. Rzeczy szyjemy z odpowiedniej jakości materiałów, najczęściej naturalnych. Wszystko po to, by jak najbardziej przypomniały kostiumy z epoki średniowiecza – tłumaczy łucznik z DahliaMatic.

Oba środowiska, w których obraca się Marcin mają podobne cechy – zarówno bractwo, jak i pion Microsoft Dynamics tworzą wspaniali ludzie, pełni nietuzinkowych pasji.

Wszyscy są bardzo zdeterminowani na osiąganie zamierzonych celów i otwarci na współpracę. Zarażają również swoją pozytywną energią, mają duży dystans do siebie i poczucie humoru – przyznaje Marcin.

Jeśli chcesz dołączyć do zespołu ludzi z pasją, którzy pomogą Ci rozwinąć skrzydła i zadbają o Twoją ścieżkę kariery, kliknij w link i sprawdź, kogo szukamy! –  http://dahliamatic.pl/kariera/